Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

Odnośniki

  • Rozbrajające sie  oddziały (K.M. Sopoćko)

Legendy, tajemnice, rzeczy dziwne i ciekawe

Prawdziwe i wymyślone ciekawostki z dziejów Mszczonowa.
W każdej legendzie,
 
nie ważne jak fantastycznej,
tkwi ziarenko prawdy.
Czasami udaje nam się ujrzeć
jej blask
 
Bram Stoker, Dracula
 
Mszczonów jest jednym z najstarszych miast na Mazowszu. Prawa miejskie -22 marca w 1377 roku nadał mu książę mazowiecki Ziemowit III. Mszczonów od początku swego powstania leżał na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych. To tędy wiódł sławny szlak bursztynowy, przez miasto przebiegał także trakt śląski. Z racji swego specyficznego położenia Mszczonów nie był oszczędzany przez kolejne wojny jakie przetaczały się przez nasz kraj. Nie mieliśmy również szczęścia jeżeli chodzi o pożary. Z tego też powodu brak w mieście zabytków. Nie zachowało się również zbyt wiele dokumentów archiwalnych, które dotyczyły  by konkretnych faktów i wydarzeń z przeszłości grodu. Taka sytuacja sprzyjała powstawaniu legend i dziwnych opowieści, z których choć część postaram się Państwu za chwilę przytoczyć Niektóre z nich dotyczą zamierzchłej przeszłości, inne natomiast nawiązują do niemalże współczesnych wydarzeń.
 
Pogromca Turków –Jan III Sobieski
Jan III Sobieski pojawia się aż w dwóch mszczonowskich legendach. Pierwsza z nich związana jest z podmszczonowską wsią Ciemno, która leży na wschód od Mszczonowa i razem z Gnojną tworzy niewielką osadę zwaną Ciemno-Gnojną. Właśnie w tamtych okolicach dojść podobno kiedyś miało do bitwy w trakcie, której Jan III Sobieski rozbił podjazd tureckiej armii. Zwycięstwo Polaków było możliwe dzięki temu, że naszemu rycerstwu słońce świeciło aż o trzy godziny dłużej niż Turkom, którzy bronić się podobno musieli w zupełnych ciemnościach /stąd nazwa wsi/. Druga wersja tej samej legendy mówi o bitwie ze Szwedami  -co jest już o wiele bardziej prawdopodobne. Nie wiadomo kto tym razem dowodził polskimi wojskami, w każdym bądź razie Polacy tak sprawnie uwinęli się ze swym przeciwnikiem, że ciała poległych Szwedów zasłały całe pole, a nie pochowane zbyt szybko przyczyniły się do nadania miejscowości, pod którą doszło do starcia, nazwy Gnojna. Rolnicy ze wsi Gnojna do dzisiaj jeszcze –na potwierdzenie tej opowieści- odnajdować mają w trakcie prac polowych stare kule armatnie, a także przeróżne części XVII-wiecznego uzbrojenia. Wracając jednak do wspomnianego już wcześniej Jana III Sobieskiego to po raz drugi pojawia się on w naszych miejscowych opowieściach przy okazji swego pochodu na Wiedeń. Miał się on podobno wtedy zatrzymać na krótki popas na skraju miasta  pod rozłożystym dębem. Dąb ten niestety nie dotrwał  do naszych czasów, ale wiemy za to gdzie rósł. Teraz w tym miejscu stoi kapliczka , która najpierw wykonana była z drewna, później natomiast  przebudowano ją używając do tego solidnej czerwonej cegły. Mowa tu oczywiście o kapliczce stojącej przy skrzyżowaniu ulic Tarczyńskiej z Warszawską /przy rondzie/.
 
Znak z nieba 
Kiedyś na  krzyżu  stojącym  przy skrzyżowaniu  ulic Tarczyńskiej i Dworcowej ktoś zawiesił obraz  przedstawiający Matkę Bożą Częstochowską. Po krótkim czasie obraz z powodu deszczów i słońca  wyblakł  i  zniszczał. Wisiał tak niepozorny i zaniedbany i nikt wtedy  nie przypuszczał, że  związana z nim będzie  tak  cudowna historia.  A wszystko z powodu zdarzenia,  do którego  doszło w pamiętnym  1956 roku.  Odnowione wtedy zostały przez prymasa Wyszyńskiego „ŚLUBY JANA II KAZIMIERZA I STANÓW RZECZYPOSPOLITEJ  zaprzysiężone  imieniem  Narodu  przed  cudownym  obrazem  NP Łaskawej w Katedrze  Lwowskiej 1 kwietnia  1656 roku”.  Zaraz  po uroczystościach   w wielu miejscowościach  w całej Polsce odnotowano przypadki cudownego samoodnawiania się obrazów  przedstawiających wizerunek Matki Bożej.   Takiemu właśnie samoodnowieniu uległ również mszczonowski obraz  Matki Bożej   zawieszony na krzyżu. Twierdzono wtedy powszechnie, że jest to widomy  znak tego, iż nie tylko Polacy odnowili śluby względem swej Królowej, ale i ona nie zapomniała o narodzie, który po raz kolejny  powierzył się jej opiece.
Dziwne jest, że choć  wydarzenie to miało miejsce stosunkowo niedawno to niewiele osób o nim wspomina. Bardzo możliwe, że wynika to z faktu, iż trudno jest nam zaakceptować to, że  cuda mogą się dziać również w naszej obecności – czyli   „tu i teraz” i tak naprawdę nie są wymyślonymi   historiami dotyczącymi jedynie zamierzchłych czasów.    
 
Przedziwny ślad
Następna legenda związana jest z pobliskim Osuchowem. Tuż przy zabytkowym kościele parafialnym w tej miejscowości znajduje się  kamień, którego część  nigdy nie zarasta mchem. Wszystkie inne,  sąsiednie kamienie są w całości zazielenione, a na tym jednym widnieje   połyskujący na  czarno odcisk … małej stopy. Ma zaledwie kilka centymetrów i jak głosi legenda został uczyniony przez ducha zmarłej przed laty dziewczynki. Dziecko to pożegnało się z  życie  na skutek nieuleczalnej w tym czasie choroby. Matka dziewczynki strasznie rozpaczała po jej stracie. Ból matki był przeogromny i jak się wydawało nic nie było go w stanie uśmierzyć. Jednakże pewnej nocy dziewczynka we śnie odwiedziła swą cierpiącą matkę i poprosiła ją aby ta już dłużej jej nie opłakiwała. Zapewniła ją, że  jest w raju i czuje się tu cudownie. Na  potwierdzenie tych słów córka obiecała matce pozostawić ślad swej stopy na kamieniu-  leżącym  przy kościele. Rano matka rzeczywiście znalazła obiecany we śnie ślad i tym samym ból jej został ukojony. Odcisk do dziś jest niesamowicie wyraźny. Wierzyć, czy nie wierzyć? Kto to wie…  
 
Ratuszowy trunek
Jeszcze przed wojną na mszczonowskim rynku stał okazały ratusz. Ratusz ten został wybudowany na początku     XIX-wieku. Akt erekcyjny pod jego budowę wmurowano w 1825 r. Razem z nim zamurowano kilka ówczesnych monet i butelkę przedniego wina. Magistrat został zniszczony w 1939 roku, a jego ruiny zostały rozebrane w 1953 roku. W trakcie rozbiórki robotnicy odnaleźli szacowny dokument, a wraz z nim butelkę 128-letniego wina. Przedsiębiorczy pracownicy akt i monety przekazali miejskim władzom, natomiast trunek wypili, a właściwie zjedli gdyż wysokoprocentowy napój  sprzed lat miał konsystencję galarety. Na tym jednakże cała historia się nie skończyła gdyż jak się później okazało „koneserzy” mieli z powodu tego wina nie lada jakie problemy. Nie dość, że tego dnia popili się jak ..... na budowlańców przystało i nie dokończyli rozpoczętej  pracy, to jeszcze  -jakby tego przestoju było im mało- nie byli w stanie dojść do siebie przez kolejne trzy dni gdyż stan upojenia powracał co rano zaraz po wypiciu choćby najmniejszej nawet ilości jakiegokolwiek płynu.                                                                                            Sprawa ta –co ciekawe-ma mieć podobno swój dalszy ciąg, a to za przyczyną naszych obecnych władz miejskich. Niedługo w Mszczonowie rozpocznie się budowa nowego ratusza, który  stanie niemalże dokładnie w tym samym  miejscu co jego XIX-wieczny poprzednik. I tym razem podobnie jak to miało miejsce w 1825 roku obok aktu erekcyjnego w fundamencie budynku umieszczone zostaną monety i wino. My zostawimy jednakże dla potomnych  aż dwie butelki wina. Jedna zawierać będzie wytworny napój, druga natomiast negatywny symbol naszych czasów –wino ARIZONA.  Czy za kilkaset lat ówcześni mszczonowianie poznają się na tym dowcipie?  Któż to może przewidzieć- jednego natomiast możemy być w 100% pewni, że  doznania po każdym z tych trunków  będą zgoła odmienne.
 
Mściwy czy sprawiedliwy?
Z mszczonowskim ratuszem wiąże się  jeszcze jedna interesująca historia.  Przepiękny budynek był  prawdziwą  ozdobą  przedwojennego Mszczonowa.  Spalony podczas  kampanii wrześniowej  mimo swych  okaleczeń  jeszcze  przez  niemalże całą okupację   górował  nad rynkiem,  przypominając mieszkańcom o  dumnej historii  miasta. Jego kres przyszedł jednak późną jesienią 1944 roku, kiedy to  naziści  spodziewając się sowieckiej ofensywy  oczyszczali  swe szlaki  komunikacyjne  i  wyburzali wszystkie    ruiny  stojące blisko  dróg. Wiele zabytkowych mszczonowskich kamienic  zostało wtedy doszczętnie zburzonych.  Niemieccy saperzy  podkładali  ładunki wybuchowe pod ściany nośne i  niszczyli jeden budynek  po drugim. Sam ratusz  nie  poddał się jednak  łatwo swym oprawcom. Po  detonacji  ku zdziwieniu  żołnierzy nie  zawalił  się,  jakby  drwiąc sobie  z ich  wysiłków. Młody  oficer zniecierpliwiony tą sytuacją  chcąc zbadać  dlaczego  mury  wciąż stoją wszedł do   środka  i wtedy zupełnie niespodziewanie   nastąpił  jeszcze jeden wybuch.  Ciężki  strop przygniótł sapera  doszczętnie miażdżąc   mu nogi.  Czy była to zemsta  ratusza, symbolu niszczonego miasta, czy też   zwykły przypadek?  Podobno domy mają dusze, a więc odczuwają również emocje, a jak tu pozostać obojętnym, gdy  ktoś   morduje   twe miasto.
 
Najstarsza mszczonowianka?
W lipcu 1996 roku na jednej z posesji w pobliżu Urzędu Miejskiego odnaleziono szkielet kobiety. Wiadomość ta wzbudzając wiele emocji obiegła miasto w ekspresowym tempie. Od razu pojawiło się wśród mszczonowian wiele domysłów i spekulacji odnośnie tego czyje szczątki zostały odnalezione i w jaki sposób osoba ta straciła życie. Nie będę tu przytaczał wszystkich plotek jakie dotyczyły tego znaleziska, gdyż nie to jest w naszej opowieści najistotniejsze. Prawda w każdym bądź razie okazała się o wiele bardziej zdumiewająca niż to mogli sobie wyobrazić nawet najbardziej pomysłowi fantaści w tym mieście. Wiek pochówku młodej kobiety specjaliści  z Zakładu Medycyny Sądowej Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi ocenili na połowę XII wieku. Nie wykluczone, że przypadkowo odnaleziona mogiła jest jedną z wielu rozsianych w tym rejonie. Można nawet przypuszczać, że na tym terenie mógł się kiedyś  znajdować najstarszy mszczonowski cmentarz. Być może bliska odległość tego znaleziska od istniejącego obecnie „starego” cmentarza nie jest przypadkowa? Odpowiedzi  na te pytania mogłyby dać dopiero wnikliwe prace archeologiczne, ale niestety trudno jest prowadzić tego typu badania  w samym środku miasta. Tak więc prawdopodobnie jeszcze długo nie poznamy prawdy na temat miejsca pochówku najstarszej -jak do tej pory- mieszkanki Mszczonowa. 
 
Gdzie ta broń?
Ostatnia historia którą chciałbym Państwu opowiedzieć jest związana z kampanią wrześniową 1939 roku. Mszczonów był wtedy dwukrotnie zajmowany przez oddziały Wehrmachtu. Miasto za swe bohaterstwo zapłaciło wysoką cenę. Jego wielu mieszkańców zginęło, a budynki i ulice zostały niemalże doszczętnie zniszczone. O mszczonowskim wrześniu `39 roku można by mówić bardzo długo, nas interesuje jednakże to co stało się zaraz po opuszczeniu miasta przez ostatnie oddziały polskie wycofujące się w kierunku Warszawy.  Jak twierdzą niektórzy z mszczonowian pamiętający tamte wydarzenia  nie wszystkim polskim żołnierzom udało się na czas opuścić miasto. Podobno spory oddział  zmuszony  został do zrzucenia mundurów i dalszego przedzierania się w kierunku stolicy już w cywilnych ubraniach. Żołnierze ci wcześniej zakopali swą broń w jednym z pobliskich lasów. Arsenał ten do tej pory czeka na swego znalazcę. Być może warto więc przeczesać okoliczne zagajniki z wykrywaczem metalu-  niewykluczone, że komuś się poszczęści.
 
Polodowcowe pamiątki, czyli  najstarsze zabytki ziemi mszczonowskiej
Wszyscy lubimy   różnego rodzaju wyjazdy  i  wycieczki. Zwykle są to  jednak wręcz  dalekie wyprawy, gdyż najczęściej przekonani  jesteśmy,  że w naszym  najbliższym sąsiedztwie  nie ma nic ciekawego do zobaczenia. Jednak zgodnie z powiedzeniem „cudze chwalicie, swego nie znacie”  tak naprawdę  zupełnie nie  orientujemy  się  jakie atrakcyjne miejsca  i obiekty  znajdują się  w naszym bezpośrednim   sąsiedztwie. Mało kto z mieszkańców Mszczonowa  wie, że w odległości  około 15 kilometrów  od miasta, w położonych przy trasie katowickiej Zawadach znajduje się olbrzymia polodowcowa pamiątka.  Głaz narzutowy  w Zawadach jest największym  tego typu obiektem na Niżu Polskim. Ten prawdziwy  okaz jest naprawdę godny obejrzenia. W okolicach Mszczonowa  znajdują się  jeszcze  dwa podobnie przerośnięte kamyki- w Budach Mszczonowskich i  w Ciemno Gnojnej.  Wszystkie trzy  głazy narzutowe są  pomnikami przyrody nieożywionej  i podlegają  ochronie.
 
Historia nowej szkoły i starego pocisku
Ostatnie dziesięciolecie XX stulecia w Mszczonowie obfitowało w uroczystości wmurowywania kamieni węgielnych. Co roku  nasze małe miasteczko było świadkiem umieszczania aktów erekcyjnych pod co najmniej  dwa lub  trzy nowe obiekty. Jednak najdziwniejsza historia związana jest z ostatnią uroczystością tego typu, czyli wmurowaniem kamienia węgielnego pod budowę  gimnazjum /2000.11.11/. Mówi się, że los  bardzo często bywa przewrotny i tak się właśnie stało  tym razem.  Ozdobna  gilza, w jakiej umieszczono akt erekcyjny  gimnazjum  wykonana została z  łuski po pocisku artyleryjskim, który wystrzelony został w czasie wojny  w kierunku Mszczonowa.  Czy to nie dziwne, że  to co przed dziesiątkami lat przyczyniło się  do niszczenia miasta później stało się symbolem jego rozbudowy? 
Warto jeszcze zaznaczyć, że powstawaniu gimnazjum od  samego początku towarzyszyły „wybuchowe” historie.  Przez pewien czas  nadzór nad placem  budowy sprawowali saperzy Wprowadzenie nadzoru saperskiego okazało się konieczne po tym jak  pod koniec   września 2000 r. w jednym z wykopów  budowlanych  znaleziono  pociski haubiczne z czasów II wojny światowej.  Pociski  te były pamiątką  po  żołnierzach Wehrmachtu, którzy  stacjonowali podczas okupacji  w  stojącej po sąsiedzku  starej szkole podstawowej.
 
Czy teraz stać kogoś  na takie stypendium?
Doktor Jan Józefecki  autor  monografii Mszczonowa, poszukując materiałów dotyczących  historii naszego miasta  w Archiwum Głównym Akt Dawnych, natrafił na ciekawy dokument świadczący o tym,  iż przyznawanie stypendiów dla szczególnie uzdolnionych młodych ludzi ma w Mszczonowie o wiele starsze tradycje niż się wszystkim mogło wydawać. Z treści tego dokumentu wynika, że w 1784 roku Magistrat Miasta Królewskiego Mszczonowa wyłożył 200 zł na wyprawę sławetnego Marcina Woyciechowskiego do Akademii Krakowskiej gdzie miał on pobierać  nauki sztuki lekarskiej.
Oto treść dokumentu wystawionego w 1784 roku dla Magistratu Miasta Królewskiego Mszczonowa przez króla Stanisława Augusta, zachowana w kopii w AGAD w aktach tzw. „Metryki Litewskiej” w księdze nr 94 w dziale VII.
                „My Stanisław August z Bożej łaski król Polski, Wielki Książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki etc.etc.. Na memoriał miasteczka naszego Mszczonowa, które dopełniając uniwersału naszego za zdaniem Rady przy Boku Naszym Nieustającej, względem wyprawy ucznia do Akademii Krakowskiej na naukę sztuki lekarskiej, z trzech powołanych sławetnego Marcina Woyciechowskiego syna obywatela mszczonowskiego wybrało i uprasza więc o pozwolenie użycia sumy tymże uniwersałem przypisanej. My król za zdaniem Rady przy Boku Naszym Nieustającej, iżby wyprawa sławetnego Woyciechowskiego  z miasteczka naszego Mszczonowa do Akademii Krakowskiej na ucznia sztuki lekarskiej wybranego determinowana, tym niezawodniej do skutku doszła, oświadczamy: że sławetny Magistrat Mszczonowski sumy złotych 200 z kasy propinacyjnej pod obowiązkiem kwitu w Departamencie Policji złożenia, użyć może. Rezolucję tą  za zdaniem Rady, ręką własną podpisaną, pieczątką tejże Rady stwierdzić rozkazaliśmy.
Pan w Warszawie dnia XXX mca lipca roku Pańskiego MDCCLXXXIV, a panowania naszego XX roku. Stanisław August król.”
                Nie wiadomo niestety jak zakończyła się „ekspedycja sławetnego Marcina Woyciechowskiego do Krakowa na naukę”. Dla wyjaśnienia dodać należy tylko, że owe 200 złotych w które wyposażono go na drogę stanowiło 1/10 część całorocznego budżetu miasta. Aby  uświadomić sobie  jak olbrzymia to była kwota wystarczy  przyrównać ją do dzisiejszego miejskiego budżetu. Gdyby Marcin Wojciechowski  udawał  się na studia nie w XVIII wieku, ale  na przełomie XX i XXI stulecia otrzymałby  z miejskiej kasy aż dwa miliony złotych. 
 
Jajka i mleko zamiast kolei
W chwili obecnej Mszczonów odzyskuje należne mu  poczesne  miejsce w rodzinie mazowieckich miast. Przez  ostatnie półtora  wieku  pozostawał w cieniu swego dużego sąsiada – Żyrardowa. Nie wszyscy, jednak  wiedzą jak to się  stało, że w połowie XIX stulecia  wiekowe miasto Mszczonów pozwoliło się zdominować fabrycznej   osadzie  wyrosłej   na  gruntach niewielkiej  Rudy Guzowskiej. Aby  zrozumieć  jak doszło do  osłabienia Mszczonowa  należy choć pobieżnie przypomnieć sobie  jego historię.
Po raz pierwszy nazwa Mszczonów pojawia się w oficjalnych dokumentach  w połowie XIII wieku, jednak wiadomo, że już w wieku XII Mszczonów był  książęcą wsią targową. Miejscowość od wieków spełnia rolę ośrodka handlowego. Jej dogodne położenie na szlaku bursztynowym wiodącym z północy na południe sprzyjało rozwojowi handlu, rolnictwa i  rzemiosła. Dzięki atrakcyjnej lokalizacji wieś szybko rozrosła się w dużą osadę, którą 22 marca 1377 roku książę mazowiecki Ziemowit III podniósł do godności miasta. Silne i zamożne miasto było nawet przez pewien czas stolicą dawnego powiatu ziemi sochaczewskiej. Swoją znaczącą pozycję w regionie straciło jednakże na skutek: zniszczeń wojennych i często nawiedzających je pożarów. Degradację Mszczonowa    przypieczętował natomiast mało znaczący dla ówczesnych  włodarzy miasta  fakt przeprowadzenia Kolei Warszawsko –Wiedeńskiej poza jego  terenami. Przebieg kolei wyznaczono w okolicach sąsiedniej Rudy Guzowskiej, co przyczyniło się    następnie do powstania przemysłowego  Żyrardowa. Bliskość tak  dużego ośrodka przemysłowego nie sprzyjała  rozwojowi  Mszczonowa. Miasto próbowało wprawdzie oprzeć swą egzystencję na wielowiekowych  tradycjach rzemieślniczych, jednak   niewielkie, rodzinne zakłady  nie mogły w znaczący sposób  wpłynąć  na przyspieszenie jego rozbudowy i skutecznie  konkurować z szybko rosnącym w siłę uprzemysłowionym sąsiadem. 
Cóż jednak spowodowało, że Mszczonów będący w tamtym czasie   najliczniejszym  miastem w okolicy został pominięty przy projektowaniu  trasy  kolejowej. Przede wszystkim  dlatego, że  Kolej Warszawsko- Wiedeńska z racji  na osobę Wielkiego Księcia miała połączyć ze sobą Warszawę ze Skierniewicami, gdzie to znajdował się  książęcy pałac zimowy. Jednak nic tak naprawdę nadal nic nie stało na przeszkodzie, aby do połączenia  tego nie mogło dojść przez Mszczonów. A jednak, jak się okazuje trasy kolejowej na swoim terenie nie chcieli sami mszczonowianie. Obawiano się bowiem, że z powodu przejeżdżających parowozów krowy nie będą dawać mleka, a kury  przestaną się nieść.  Powody te mogą się nam dziś wydawać błahe, a wręcz  śmieszne, ale na pewno takimi nie były dla naszych pradziadów.    W każdym bądź razie  jajka i mleko, były  w XIX stuleciu ważniejsze dla mszczonowian niż żelazna droga, której prawdziwe znaczenie zrozumiano dopiero później gdy już niestety  nic nie można było  zmienić, ani poprawić.
Należy sobie jednak zadać pytanie, jaka nauka płynie z tego wydarzenia dla nas współczesnych?  Przede wszystkim taka, że nie należy lekceważyć żadnych tras komunikacyjnych i  dlatego  w Mszczonowie powinniśmy budować obwodnicę, rozbudowywać  bocznicę i zabiegać o powstanie zapowiadanego terminalu oraz  jak można najsilniej   walczyć o to, aby  w przypadku koncepcji budowy autostrady wybrano tzw. wariant samorządowy, zakładający jej przebieg wysokości  Góry Kalwarii, czyli m.in. przez południowe tereny naszej gminy.
 
Jaka tajemnica wiąże się z kościołem w Lutkówce?
Lutkówka jest bardzo interesującym zakątkiem gminy Mszczonów. Atutem tej niewielkiej wsi położonej w odległości  14 kilometrów  na wschód  od Mszczonowa oprócz  pięknych lasów jest zabytkowy modrzewiowy kościółek. XVI wieczna  świątynia w  Lutkówce jest  najstarszym tego typu  obiektem  sakralnym na Mazowszu. W ciągu  ostatnich kilku  lat kościółek przeszedł  szereg remontów, tak więc  podziwiać  go teraz  można  w pełnej krasie. Świątynia  jest prawdziwą architektoniczną perełką i z pewnością jest godna obejrzenia. Przyglądając się jej jednak uważnie  na pewno zauważymy, iż nie pasuje ona do mazowieckiego krajobrazu. Wieża kościółka jest jakby żywcem przeniesiona z kresów przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Nawet specjaliści dopatrują się w niej podobieństw do  cerkwi. No cóż może budowniczy kościoła podpatrzył gdzieś na wschodzie takie rozwiązanie  i później zastosował je przy budowie. Nic podobnego- wszystko wskazuje na to, że  ze wschodu do Lutkówki przywieziono nie tylko zamysł takiego architektonicznego rozwiązania, ale cały(!) kościół, a właściwie cerkiew. Dawna świątynia  w Lutkówce stała w zupełnie innym miejscu niż obecna. Podobno „zapadła się” ona przed setkami lat. Gdzie, dlaczego i kiedy to się stało- nikt już nie jest w stanie tego stwierdzić. Może kiedyś przypadkowo - podczas jakiejś budowy-  uda się natrafić na jej pozostałości. Obecną światynię po prostu przywieziono do Lutkówki. Jakie były powody tak skomplikowanej  operacji tego także nie wiadomo. Wydaje się przecież, że prościej zbudować coś na miejscu niż transportować w częściach  z odległych stron. Stare opowieści niestety nie wyjaśniają  szczegółów  wydarzenia. Wiadomo tylko, że „modrzewiowa perła z Lutkówki” przed  wieloma  laty zdobiła jakieś inne wzgórze,  w zupełnie innej części  kraju.
 
Jagiełło w Osuchowie.
Mszczonów powstał na szlaku bursztynowym wiodącym z na południa Europy nad Bałtyk.  Położenie na tak istotnym trakcie sprawiało, że  praktycznie  nikt z podróżujących z południa na północ i odwrotnie nie omijał  Mszczonowa. Niestety tak naprawdę niewiele wiemy o tym,  który z królów, książąt i wielmożów dawnej Polski przejeżdżał przez ziemię mszczonowską. Z reguły w żadnych dokumentach nie odnotowywano pobytu w bądź co bądź niewielkiej i małoznaczącej mieścinie. Inaczej już jednak bywało z położonymi w naszym najbliższym sąsiedztwie siedzibami szlacheckimi i magnackimi. Radziejowice i Osuchów nie narzekały nigdy na brak dostojnych gości. Warto przy tej okazji przypomnieć, że najstarsza wzmianka o Osuchowie została zapisana w kronice Jana Długosza, a  dotyczyła ona pobytu w tej miejscowości w grudniu 1410 roku króla Władysława Jagiełły. Aby upamiętnić to wydarzenie  w parku osuchowskiego pałacu umieszczono specjalną   tablicę. Jeszcze do niedawna dostojnie rozpościerała się nad nią rozłożysta korona datowanego na XIV wiek wiązu drobnoszypułkowatego. Drzewo to na pewno pamiętało przyjazd   monarchy. Niestety dwa lata temu  wichura  połamała olbrzymie drzewo. Nie pomogły  nawet stalowe liny, które zabezpieczać miały wiąz przed rozdarciem. Może jednak kiedyś ze starego  pnia wyrosną jeszcze młode pędy i wiąz zaszumi nam opowieść o  władcy mocarzu, który  w Osuchowie rozpamiętywał swe historyczne zwycięstwo na  Zakonem Krzyżackim.
 
Ukryty majątek  
Był czwartek  6 września  1962 roku. Z samego  rana mieszkaniec  podmszczonowskiej  wsi Czekaj właśnie rozpoczynał oranie swego  pola. Nim jednak na dobre rozpoczął pracę jego pług  wyorał  z ziemi dziwne gliniane naczynie, w którym jak się  okazało  był ukryty prawdziwy skarb. Z pękniętego  dzbana  wysypały się  setki  monet. Rolnik  nie zdawał  sobie  sprawy z tego, jakiego odkrycia  udało mu się  dokonać. Dopiero przybyli na miejsce  dziennikarze Życia Żyrardowa  zorientowali się, że monety  pochodzą   z czasów panowania  króla Jana Kazimierza. Któż   tam mógł  je zakopać – prawdopodobnie już  na zawsze pozostanie  tajemnicą. Można jednak przypuszczać, że w niepewnym okresie  szwedzkiego potopu w obawie   przed rabunkiem mógł  je ukryć, jakiś bogaty  szlachcic lub kupiec. Trzeba też  niestety  przypuszczać, iż  najpewniej  nie  udało mu się  wyjść cało  z wojennej zawieruchy i dlatego też  jego majątek musiał w podmszczonowskiej   ziemi  czekać  na swego  nowego właściciela przez  następnych  300 lat.
 
Dziennikarskie przepowiednie
Pierwszego kwietnia  w lokalnym  radiu  wyemitowano  prima aprillisową  informację, że  w Mszczonowie  odnaleziono  pozostałości  zabudowań, które  są  starsze od Biskupina. Niewiele osób dało się  nabrać   na ten żart. Mszczonów starszy od Biskupina, cóż to  za absurd, mogli wymyślić  coś  bardziej  wiarygodnego- komentowali  informację  zdegustowani  słuchacze.
Jakież jednak  było ich zdziwienie, gdy w niespełna  dwa tygodnie później  na terenach  przemysłowych miasta  pracownicy firmy budowlanej  faktycznie natknęli się  szczątki  pradawnej osady. Zaraz  potem  tam gdzie   miały  zacząć  powstawać  hale  produkcyjne zagranicznej firmy swe stanowiska  ulokowali archeolodzy pod kierownictwem Piotra Świątkiewicza. To on  jako  pierwszy  poinformował   media, że  w Mszczonowie  natrafiono  na ślady sezonowej osady  z okresu  kultury trzcinieckiej. A najdziwniejsze w tym  wszystkim  było to, że mszczonowskie znalezisko   faktycznie okazało się   starsze  od Biskupina  i to aż o całe  1000 lat.  Osadę  założyli  przed 3600 laty   pasterze, którzy wybrali  te tereny  na letnie  pastwiska   dla swego  bydła. Dociekliwi mszczonowianie  właściwie  od zaraz  zaczęli  spekulować  skąd mogli przybyć dawni  hodowcy. Złośliwcy bez  wahania  odpowiadali, że  zapewne  z  sąsiedniego Żyrardowa. Jednak dla  „prawdziwych”, lokalnych patriotów   już  wszystko  było jasne – to Mszczonów jest najstarszą  miejscowością na Zachodnim Mazowszu. Za nic  miano  tłumaczenia  archeologów, że powstania  osady pod żadnym pozorem  nie należy wiązać   z założeniem  miasta. Gród  nad Okrzeszą  był  znowu  górą nad swymi sąsiadami.  Przez  kilka tygodni miasto z zaciekawieniem śledziło  archeologiczne  odkrycia. Ostatecznie na podmszczonowskich  błoniach  odnaleziono  ślady  chaty prawdopodobnie konstrukcji plecionkowej i  usytuowane  przy nim  palenisko, a także   kilka fragmentów  naczyń glinianych i krzemiennych narzędzi.
 
Czy w obie te sprawy należy z sobą łączyć?
We wrześniu `39 roku przez Mszczonoów lub też  drogami przebiegającymi w jego okolicach  wycofywało się  wiele oddziałów polskiej armii. O niektórych z nich  mieszkańcy do dziś  wspominają w swych opowieściach. Taki właśnie  nieduży oddział  pozostał w pamięci osób mieszkających w Radziejowicach. Żołnierze ci  przez krótki okres obozowali w lesie pomiędzy Radziejowicami a Budami Starymi. Podobno mieli z sobą duże ilości pieniędzy, które -jak twierdzą miejscowi- niszczyli. Czy pieniądze te pochodziły z pułkowego skarbca, czy też z zupełnie innego miejsca tego nie wiadomo. Do końca też  nie zostało wyjaśnione, czy  cały  cenny  ładunek udało im się zniszczyć. Faktem natomiast pozostaje, że  w późniejszych latach wojny na gajowego mieszkającego w pobliżu dawnego miejsca  stacjonowania wojska napadnięto i to w celach rabunkowych. Było to wyjątkowo  tragiczne wydarzenie. Napastnicy nie pozostawili przy życiu nikogo z rodziny gajowego. Czy jednak obie te sprawy można ze sobą łączyć? Czy gajowy mógł coś wiedzieć na temat ukrytych pieniędzy? I, czy w ogóle wojsko pozostawiło w radziejowickim lesie jakiekolwiek kosztowności –tego już chyba nigdy nie uda się  wyjaśnić.
 
I znowu wszystko przez kobietę
Radziejowice  słyną  ze swych przepięknych zabytków. Pałac, kościół, dworek, wozownia, – wszystkie te obiekty są godne uwagi i często opisywane w różnego rodzaju publikacjach. Niewiele jednak osób zauważa, że w Radziejowicach jest jeszcze jeden niezwykłej urody  i wartości zabytek, a mianowicie- aleja lipowa. Szpaler drzew ciągnie się  od kościoła parafialnego- po  pałac, a później jeszcze dalej,  wzdłuż zachowanego do dziś  fragmentu traktu śląskiego, aż  do  trasy Warszawa –Katowice. Z tą właśnie aleją wiąże się  ciekawa  legenda, z której wynika, że drzewa posadzono jako zadośćuczynienie za  ..... grzechy.  I to grzechy nie byle kogo, bo samego króla Jana Kazimierza i nie z byle kim bo z Heleną  Radziejowską- żoną  magnata Hieronima Radziejowskiego. Drzewo, za każdy moment słabości. Oj, uzbierało się. I jak to możliwe przecież mąż   musiał coś  podejrzewać? Okazuje się jednak, że na początku romans króla  z  piękną  poddaną rozwijać  się  mógł prawie niezauważony.   Radziejowice są oddalone od Warszawy o dzień drogi konno, więc król wyjeżdżając ze stolicy   w stronę Śląska, mógł często odwiedzać magnata i jego  urodziwą małżonkę.  Później gdy już  wszystko wyszło na jaw Radziejowski odpłacił  królowi z nawiązką. Za niespełnione ambicje, nieotrzymane urzędy i godności, a także za uwiedzenie żony (kolejność powodów pozostaje do uzgodnienia) walnie przyczynił się  do sprowadzenia Szwedów do Polski. Potop szwedzki, który na pięć lat  zalał Rzeczypospolitą był  wyjątkowo krwawym epizodem w historii naszego kraju. Pochłonął  on morze ludzkich istnień oraz  unicestwił wiele wiosek i miast. Aż trudno się  powstrzymać od stwierdzenia -..... i znowu wszystko przez kobietę.
 
Skąd nazwa twojej miejscowości
Do dziś nie wiadomo skąd wzięła się nazwa miejscowości Mszczonów. Złośliwi twierdzą, że od mściwości jego mieszkańców, ale bardziej prawdopodobne wydaje się,  że jednak od słowiańskiego imienia Mszczon, które być  może nosił założyciel Mszczonowa. Na starych mapach i pieczęciach – najczęściej spotyka się napis Mscono lub Msconow. Czy ktoś ustali kiedyś co na pewno legło u podstaw nazwy Mszczonów? Trudno powiedzieć. Okoliczne miejscowości mają trochę więcej szczęścia i w ich przypadku określenie od czego zaczerpnęły swoje nazwy nie jest, aż tak kłopotliwe, co wcale nie znaczy, że badanie genezy ich imienia nie jest równie pasjonujące. Wszelkie Budy  - noszą swoje nazwy na pamiątkę  budników, czyli wolnych ludzi, którzy w trudzie karczowali leśne ostępy i tam zakładali swoje siedziby, a  wycięte drzewa   przerabiali  m.in. na węgiel (budników zwano też  niekiedy smolarzami).   Piekary pewne „zwą się od  rzemieślników” parających się wiadomym zajęciem, choć pojawiają się  też  hipotezy, że od pieczar, dziur w ziemi. Wiele wsi położonych w okolicach Mszczonowa  zaczerpnęło swoje nazwy od nazwisk rodzin, jakie w nich mieszkały. Tak właśnie jest z Osuchowem (Osuchowscy), Karnicami (Karniccy), czy też  i tu uwaga .... Gnojną (Gnoińscy). Tak, najprawdopodobniej między bajki należy włożyć  opowieści o nazwie pochodzącej  od gnijących ciałach wrogów zalegających na polach Gnojny. Choć z samymi tymi  ludzkimi pozostałościami  po  gnoińskiej bitwie jest jednak coś na rzeczy, ale  o tym  napiszę dopiero w kolejnej krótkiej opowieści. Póki co przejdę do najciekawszej  –jak mi się wydaje- historii dotyczącej nazewnictwa, a związanej z  położonymi tak licznie w naszej okolicy Hutami. Huta Zawadzaka,  Huta Partacka, Huta Żabiowolska- pochodzą od prawdziwych hutników! Okazuje się bowiem, że przed wiekami, z racji na wyśmienitej jakości piasek,  na nasze tereny sprowadzono hutników szkła. Z upływem lat huty zamykano, a wyrosłe wokół nich siedliska pomimo tego nadal z przyzwyczajenia  nazywano Hutami i tak pozostało do dziś.   Szkoda tylko, że  w tych miejscowościach trudno już dziś szukać śladów po dawnych  twórcach szkła. Wszystko zostało przykryte przez  „codzienność”,  towarzyszącą normalnemu ludzkiemu bytowaniu. Pola były orane, powstawały coraz nowe domy, a wiele śladów zamierzchłej historii nawet jeśli przetrwały działalność rolników i budowlańców najzwyczajniej trafiała na wysypiska, jako coś zupełnie niepotrzebnego.    Na szczęście jedna  z takich hut, z niewiadomej przyczyny,  nie „obrosła” zabudową mieszkalną  i dzięki temu  ślady po niej przetrwały do dziś. W osuchowskim lesie w wiadomym tylko nielicznym  miejscu jeszcze do niedawna  znaleźć można było różnokolorowe sople szklane, które były  odpadem powstającym podczas właściwej produkcji. Część z nich zgodnie z zapewnieniem anonimowego znalazcy ma w niedalekiej przyszłości zostać zdeponowana w mszczonowskiej Izbie Pamięci i wtedy będą je mogli podziwiać  wszyscy mieszkańcy naszej gminy.
                Na zakończenie historii o nazwach miejscowości krótko odniosę się jeszcze do Woli Polskiej, jaka leży niedaleko Mszczonowa, ale już w gminie Puszcza Mariańska. Wola Polska w okresie zaborów nosiła nazwę Wola Cesarska. Po odzyskaniu niepodległości mieszkańcy szybko uporządkowali jednak ślady po niechcianych rządach. I dobrze, że nie wzięli oni przykładu z Polaków mieszkających w podłódzkich  Aleksandrowie i Konstantynowie ;)    
 
Gnoińskie pole bitewne
We wcześniejszych historiach opisywanych w tym cyklu są przytoczone dwie legendy mówiące o bitwach z Tatarami i Szwedami, jakie miały być stoczone przez naszych dziadów. Do dziś w okolicach Gnojny rzeczywiście można natknąć się na kamienne kule, misiurki, groty strzał,  ale także ... bagnety pochodzące z XVIII wieku. Dla osób, które mają choć  trochę pojęcia o historii broni połączenie tego wszystkiego w jedną całość wydaje się  dość dziwne. Uzbrojenie pochodzące z różnych okresów w jednym miejscu, jak to pogodzić? Czyżby pola pod Gnojną były regularnym polem walk na przestrzeni wieków. Jest to prawdopodobne, ale jak się okazuje znaleźć też można znacznie  prostsze wytłumaczenie takiego stanu rzeczy. W rozwiązaniu tej zagadki z pomocą przychodzi nam literatura. Hrabia Henryk Rzewuski w swoim opowiadaniu zatytułowanym SAWA opisuje bitwę, jaką pod Mszczonowem, między innymi  na grobli dużego  stawu, stoczyli konfederaci barscy pod wodzą Sawy-  z wojskami moskiewskimi. Sawa był bohaterskim żołnierzem i zdolnym dowódcą, pochodzenia kozackiego.  Podczas bitwy mszczonowskiej został ciężko ranny, a później schwytany przez Moskali zmarł w Mszczonowie. Opis działań konfederatów i wojsk carskich na naszym terenie,  sporządzony przez Hrabiego Rzewuskiego,  jest niesamowicie ciekawy i szczegółowy. Wszystko wskazuje na to, iż obok beletrystyki calkiem sporo  w nim faktów  i aż  dziwne, że do tej pory tekstem nie zajął się żaden historyk piszący o dziejach naszego miasta. 
Józef Sawa-Caliński to obok Kazimierza Pułaskiego jeden z najsłynniejszych dowódców Konfederacji. Jak podają źródła: „na czele utworzonego przez siebie 2-tysięcznego oddziału Kozaków walczył przeciwko Rosjanom na terenie niemal całej Rzeczypospolitej odnosząc szereg sukcesów. Zmarł na skutek ran odniesionych w przegranej potyczce pod Szreńskiem (1771).”* Jego grób do dziś  nie został odnaleziony. Więc może Sawa spoczywa we Mszczonowie, a jego biografowie mylnie podają miejsce jego zgonu?
 
* onet.pl portal wiedzy
 
Na pomoc królowi
Osuchów z Tunikami, leżącymi obecnie w gminie Biała Rawska,  łączy leśna droga, która jeszcze do lat 70 ubiegłego wieku była zupełnie nieprzejezdna. Grzęzły w niej samochody i  wozy konne. Przejazd po zabagnionym terenie możliwy był właściwie tylko zimą,  podczas mrozów. Najwyraźniej o jej złym stanie nie wiedział także XVII-wieczny monarcha Jan Kazimierz, bo jak wieść gminna niesie, ponoć królewska kareta ugrzęzła kiedyś w osuchowskim lesie. Sytuacja zdawała się beznadziejna. Nocne spotkanie z wilkami mogło się okazać  zabójcze nawet dla dobrze uzbrojonego orszaku jego królewskiej mości. Jan Kazimierz miał jednak wiele szczęścia do prostych ludzi. Raz z ich pomocy skorzystał w Pieninach, gdy w wąwozie natknął się na podjazd szwedzki. Wtedy –jak to pięknie opisuje w  Potopie Henryk Sienkiewicz – górale ocalili  mu życie. W osuchowskim lesie przyszli mu w sukurs chłopi z Tunik. Na przyniesionych długich drągach  podnieśli karetę z błota i zanieśli, aż swojej wsi. W zamian za wsparcie monarcha nadał im podobno szlachectwo i tak w Tunikach powstał zaścianek szlachty,  zwanej drążkową. Czy to właśnie z Tunik wywodzi się nazwisko Drążkiewicz? Wielce prawdopodobne, ale niestety obecnie nikt o tym nazwisku we wsi nie mieszka.
 
Kolejny unicestwiony  kościół?
Po raz pierwszy z legendą o znikającym kościele zetknąłem się  w Lutkówce. Tam świątynia miała się ponoć zapaść pod ziemię za grzechy parafian. Znacznie później opowieść o unicestwionym kościele usłyszałem w Osuchowie. Wśród jego mieszkańców zachowała się legenda o kościele, który stał po lewej stronie drogi wiodącej od Osuchowa do Piekar. Do dziś są tam tereny bagienne. Przed wiekami bagno to pochłonęło podobno stary budynek sakralny, a także stojący w jego pobliżu dwór szlachecki. Czy w tym przypadku także zawiniły ludzkie,  nieczyste sumienia? Boję się nawet zaryzykować takie twierdzenie, gdyż już  opowieści o zatwardziałych grzesznikach z Lutkówki,   przyjaciół mi nie przysporzyły. W każdym razie dwie podobne opowieści dotyczące tak blisko z sobą sąsiadujących  miejscowości pozawalają podejrzewać, że w historiach tych tkwi może jednak ziarnko prawdy.  Być może naprawdę przed wiekami w okolicy stał, gdzieś kościół, który pobudowano na podmokłym terenie i dlatego runął, a pozostałości po jego istnieniu przechowały się jedynie w historiach opowiadanych z pokolenia na pokolenie.
 
Miejsca pamięci, o których zapomniano
Przeglądając mapę okolic Mszczonowa zauważyłem, że  niedaleko miasta znajdują się  trzy pomniki. Znam tereny podmszczonowskie i trochę  zdziwiły  mnie kartograficzne oznaczenia.  Nie pamiętałem, aby w: Wólce Wręckiej, Wymysłowie i okolicach Gnojny stały,  jakieś  obeliski. Postanowiłem więc udać  się  jeszcze raz do tych miejscowości i rozpytać  wśród mieszkańców co wiedzą o umieszczonych na mapie obiektach. Okazało się, że wszędzie wzbudzałem całkowite zdziwienie. Nikt nic nie wiedział. Starałem się dotrzeć  do najstarszych mieszkańców i wszędzie słyszałem jedną  odpowiedź- „żadnych pomników w naszej wsi nie ma  i nie było”. Skąd więc wyraźne oznaczenia na mapie, pomyślałem ponownie? Zacząłem podejrzewać, że być  może są  to jakieś  stare zapomniane zbiorowe mogiły, kopiowane przez lata z mapy na mapę, przez kartografów korzystających z pracy swoich poprzedników. Gdy zacząłem rozpytywać  o stare groby, albo zapomniane krzyże mieszkańcy nie reagowali już tak jednoznacznie jak wcześniej. Okazało się, że w miejscu oznaczonym na mapie w Wólce Wręckiej stał kiedyś stary drewniany krzyż, ale przed laty przewrócił się, a później zmurszał w trawie. Miejsce „niby-pomnika” w Wymysłowie pokrywa się  natomiast z murowaną  kapliczką, stojącą  po prawej stronie drogi do Piekar. Zaś w okolicach Gnojny-  mniej więcej w punkcie oznaczonym przez kartografów- znajduje się zapomniana mogiła niemieckiego żołnierza, który poległ w 1939 roku. Podobno grobem tym zajmuje się  jedynie były leśnik, którego nazwiska niestety nie udało mi się  już  ustalić. Można założyć, że nieistniejący już dziś  krzyż w Wólce Wręckiej i kapliczka w Wymysłowioe to stare mogiły, które kryją  ciała z pierwszej wojny światowej, powstania styczniowego lub ludzi zmarłych w wyniku  jakiejś zarazy. Tak jak pisałem wcześniej jest bardzo prawdopodobne, że  kartografowie tworząc mapy kopiowali je sukcesywnie ze starszych egzemplarzy,  nanosząc  jedynie aktualne poprawki i stąd cale zamieszanie.  Sprawy „pomnika” w Gnojnie nie traktuję  jednak,  jako wyjaśnionej. Nie widzę  powodów, aby twórcy polskich map,  w tak nieodległych czasach, jak okres powojenny, oznaczali mogiłę  żołnierza Wehrmachtu,  jako miejsce pamięci. Czyżby więc  Gnoińskie lasy coś  jeszcze przed nami ukrywały.  Popuszczając wodzę fantazji pomyślałem przez chwilę, że może to mogiła ofiar opisywanej już w naszym cyklu bitwy z okresu konfederacji barskiej. Śmiała hipoteza, ale kto wie…  Do mieszkańców Wólki Wręckiej zwracam się  natomiast z apelem o ponowne postawienie krzyża w miejscu, w który kiedyś  prawdopodobnie zostali pochowani nasi  nieznani przodkowie. Drodzy Państwo, najwyraźniej ten przydrożny krucyfiks w Waszej wsi nie stał  przypadkowo.    
 
Cudowny klimat Osuchowa
Ostatnia historia, jaką chcę  zamieścić w moim cyklu legend i opowieści niezwykłych także dotyczyć  będzie Osuchowa. Tak się składa, że  miejscowość ta obfituje w ciekawe historie. Tym jednak razem  temat, który podejmuję jest całkowicie prawdziwy i dotyczy faktów, ale niestety tych, którym historia nie pozwoliła zaistnieć.
Oddalony o około 10 kilometrów na południe od Mszczonowa, Osuchów,  leży w leśnej otulinie. Jego okolice to najwyżej położony teren  Niziny  Mazowieckiej. Wieś  znajduje się,  aż o 100 metrów wyżej niż Warszawa! Specyficzne  położenie  sprawia, że  klimat Osuchowa jest  zbliżony  do sudeckiego. Na terenie  założonego tu w 1982 roku rezerwatu leśnego noszącego nazwę GRĄDÓW OSUCHOWSKICH  spotkać można wiele  gatunków roślin  typowych dla Sudetów.  Wszystko to przyczyniło się do tego, że niejednokrotnie  okolice Osuchowa nazywane są DACHEM  MAZOWSZA, albo małymi Sudetami pomiędzy Łodzią a Warszawą. O cudownym klimacie osuchowskim wiemy dziś bardzo dużo, ale czy potrafimy go wykorzystać? A może tak wrócić  do planów, o których dziś zapomniano? Mieszkańcy dzisiejszego Osuchowa nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że przed II wojną światową Szwedzi planowali wybudowanie w Osuchowie i jego okolicach sieci sanatoriów dla osób z problemami krążenia. Niestety najazd hitlerowski pokrzyżował realizacje  ich zamierzeń.  Po wojnie zapomniano o projekcie, a ja dowiedziałem się o nim całkowicie przypadkowo od krewnego inżyniera geodety Józefa Rodkiewicza, który przygotowywał plany geodezyjne pod niedoszłe szwedzkie inwestycje. Józef Rodkiewicz był po wojnie członkiem Zarządu Związku Mierniczych RP. Plany jakie sporządził przed około 70 laty na pewno są jeszcze dostępne w geodezyjnych archiwach. Pozostaje tylko pytanie, czy znajdzie się kapitał zainteresowany wybudowaniem sanatoriów w Osuchowie?
 
 
Jeżeli znane są Państwu inne dziwne opowieści i legendy związane z Mszczonowem i pobliskimi miejscowościami napiszcie do nas, a my chętnie je wydrukujemy.
  • autor: Piotr Dymecki

Galeria

  • Aleja lipowa - trakt śląski - Radziejowice
  • Kościół w Lutkówce
  • Ratusz 1939r.
  • Jagiełłowe oddziały (Barbara Lis Romańczukowa)
  • Jan III Sobieski
  • Kasa w lesie (K.M.Sopoćko)
  • Pulaski na czele kon barskich (Chełmoński)
  • Rozbrajające się oddziały (K.M. Sopoćko)
  • Tatarzy (A.Klejn)
  • Najstarsza mszczonowianka
  • Odcisk stópki w Osuchowie
  • Odcisk stópki w Osuchowie
  • Wykopaliska archeologiczne
  • Osuchow - dach Mazowsza (centrum miejscowości)
  • Wiąz pamiętajacy czasy Jagiełły

« wstecz

Kalendarz historyczny

«grudzień 2020»
P W Ś C P S N
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Wsparli nas

Odwiedź nas - zapraszamy!

WSTĘP WOLNY

W sprawie zwiedzania prosimy o wcześniejszy kontakt.

 

IZBA PAMIĘCI ZIEMI MSZCZONOWSKIEJ

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

Barbara Gryglewska – tel. 531 997 560

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

IZBA PAMIĘCI RODZINY MAKLAKIEWICZÓW

Magdalena Podsiadły - tel. 605 869 094

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

 

W sprawach pilnych prosimy o kontakt

z Gminnym Centrum Informacji w Mszczonowie

tel: 46 857 30 71

Skontaktuj się z nami

Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

96-320 Mszczonów, ul. Warszawska 23

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

Aleksandra Kacprzak - 667 841 959

Barbara Gryglewska - 531 997 560

Izba Pamięci Rodziny Maklakiewiczów
 
96-320 Mszczonów, ul. Kościuszki 1
 
tel.: 605 869 094
 
mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

Archiwalia Izby Pamięci

Copyright Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.