Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

Odnośniki

  • Zaproszenie na Bal Sylwestrowy TG Sokół - 1938 rok

Czar dawnych świąt Bożego Narodzenia

Święta Bożego Narodzenia już za nami. W domach już nie pachną choinki, dzieciom zdążyły się znudzić otrzymane prezenty, a dorosłych z powrotem porwała codzienna rutyna a dodatkowo karnawałowe bale. W tym szczególnym czasie, kiedy dobra zabawa z najbliższymi jest wręcz wskazana, warto pokazać, jak kiedyś ludzie, pozbawieni cudów techniki, a jednak bliżsi sobie nawzajem, spędzali ten magiczny czas od Adwentu do zakończenia karnawału, przeplatając prastare pogańskie obyczaje z chrześcijańską tradycją a uśmiechy szczęścia z chwilami zadumy.

Adwent, podobnie jak dziś, był w okresie międzywojennym czasem oczekiwania na przyjście Jezusa. O godzinie 6 rano w kościele odbywały się msze roratnie, na które uczęszczały całe rodziny. Ówczesne zimy były o wiele bardziej mroźne niż dzisiejsze, dlatego w pamięci mieszkańców miasta zachował się szczególnie odgłos skrzypiącego pod nogami śniegu, którego także było o wiele więcej niż obecnie.

Długie, zimowe wieczory poprzedzające Boże Narodzenie jednoczyły całe rodziny, a także przyjaciół i kumów (rodziców chrzestnych dzieci). Kiedy zaszło Słońce, w mieszkalnych izbach gromadzili się ludzie, by wspólnie przygotowywać świąteczne ozdoby choinkowe – papierowe łańcuchy, drobiazgi ze słomy, z bibuły i z drewna. Na bożonarodzeniowym drzewku wisiały także orzechy, maleńkie, czerwone rajskie jabłuszka, twarde pierniki i herbatniki. Świąteczne, lukrowane ciastka do zawieszania można było również kupić na lokalnym targu.

Blasku ówczesnym choinkom dodawały zapalone świeczki, które były częstymi przyczynami pożarów. Światełka były przymocowywane do drzewka klamerkami, pod każdą znajdował się spodeczek na wosk. Zapalano je dopiero w dzień Wigilii. Z powodu mieszkaniowej ciasnoty i dużego zaludnienia, często brakowało miejsca do ustawienia świątecznego drzewka, które w takim wypadku po prostu zawieszano pod sufitem. Symbolem dostatku domostwa był snop zboża, ustawiony w kącie izby.

W okresie Adwentu, podobnie jak dziś, organista roznosił po domach wigilijny opłatek. Przed wojną funkcję tę pełnił Jan Nepomucen Maklakiewicz, który miał za zadanie dotrzeć ze świątecznym „chlebem” do każdego domostwa. Gospodarze otrzymywali także opłatek w kolorze różowym, który był przeznaczony dla hodowanych zwierząt. Jan Nepomucen podczas tych wędrówek zawsze poruszał się furmanką, ponieważ, z racji biedy, zdecydowanie częściej parafianie obdarowywali swojego organistę płodami ziemi, niż pieniędzmi.

Przygotowywane przez gospodynię świąteczne ciasta były tradycyjnie zanoszone do piekarni, w celu ich upieczenia. Takich zakładów było w owym czasie w Mszczonowie wiele, dlatego pomoc w wypiekaniu bożonarodzeniowych słodyczy była niejako podziękowaniem za całoroczne zakupy u danego piekarza.

Zgodnie z tradycją, w dzień Wigilii należało wstać bardzo wcześnie i chętnie, z uśmiechem, pomagać podczas przygotowań. Kiedyś wierzono bowiem, że ta szczególna doba wyznacza nasze zachowanie i szczęście w całym następnym roku. Bardzo często dopiero w Wigilię ojciec wraz z synami udawał się do lasu, aby przynieść choinkę, którą potem cała rodzina dekorowała wcześniej przygotowanymi ozdobami.

Na wigilijnym stole pojawiały się wszystkie płody ziemi, potrawy z ziaren zbóż, maku, miodu, karp, śledzie, kapusta z grochem, pierogi z grzybami. Jadłospis świątecznej kolacji nie zmienił się tak bardzo do czasów obecnych, choć kiedyś nie w każdym gospodarstwie rodzina mogła sobie pozwolić na tradycyjne dwanaście potraw, a i te przygotowywane nie były tak wyszukane, jak dziś. Oczywiście, na stole nigdy nie pojawiał się alkohol, za to kładziono na nim dodatkowe nakrycie, przeznaczone dla ducha przodków. Okres świąt Bożego Narodzenia był czasem, kiedy często wspominano tych, którzy opuścili już ziemski padół.

Sygnałem do rozpoczęcia uroczystej kolacji (nazywanej wilią lub pośnikiem) było pojawienie się Pierwszej Gwiazdy, którą na podwórku wypatrywały dzieci, a często i sam gospodarz. Do kolacji zasiadano w uroczystych strojach, stół był przykryty białą serwetą, skrywającą siano, które kładziono także pod stołem. Wigilijna wieczerza zawsze rozpoczynała się wspólną modlitwą i miała poważny, uroczysty charakter. Tego dnia jedynie gospodyni miała prawo wstawania od stołu przed zakończeniem posiłku, a podczas jedzenia zabronione były rozmowy, ponieważ wierzono, że wróżą one kłótnie i rodzinne spory na najbliższy rok. Po modlitwie gospodarz rozpoczynał dzielenie się opłatkiem, symbolizującym przebaczenie i braterstwo.

Po zakończeniu wigilijnej wieczerzy tradycją było wspólne wykonywanie kolęd. Domownicy, którzy potrafili grać na instrumentach, przygrywali do wspólnego śpiewania. Potem nastawał czas lenistwa, starsi odpoczywali a dzieci bawiły się wesoło. Przed północą całe rodziny pojawiały się na nieoświetlonych, zaśnieżonych ulicach, by udać się na pasterkę. Z odległych wsi ludzie dojeżdżali na mszę saniami. Tego dnia kościół był przepełniony. Ludzie, którzy chcieli wziąć udział w uroczystej mszy często byli zmuszeni gromadzić się także poza budynkiem.

W kościele kolędy śpiewał mieszany chór pod batutą organisty Maklakiewicza, często wspieranego przez jego syna, Jana Adama (patrona mszczonowskiego gimnazjum). Według wspomnień Kazimierza Kalinowskiego, w okresie wojennym jedna z kolęd zawsze była wykonywana na melodię państwowego hymnu.

Zarówno w Wigilię, jak i przez cały okres świąt powstrzymywano się od pracy. Nawet bożonarodzeniowe potrawy przygotowywano wcześniej i przechowywano w piwnicach lub na gankach. Zazwyczaj był to rosół, kurczak, indyk, zupa pomidorowa. Tradycja niedzielnego obiadu złożonego z rosołu i kury jest zresztą w wielu domach kultywowana w naszym mieście do dziś.

W drugi dzień świąt, po południu, swoje obchody rozpoczynali kolędnicy. Tradycją było także „chodzenie z szopką”. Młodzież, a także dorośli przebierali się za postacie związane z narodzinami Jezusa, często zabierali ze sobą także zwierzęta i urządzali śpiewane i mówione przedstawienia. W skład szopki wchodził Żyd, diabeł, śmierć, koza, anioł i inne tradycyjne postacie. W ramach odwdzięczenia ludzie dawali kolędnikom żywność, drobne pieniądze, a czasem nawet zapraszali do świątecznego stołu. Drugiego dnia świąt często bowiem organizowano wesela. Dzieci roznosiły wśród sąsiadów kartki z życzeniami, a potem wspólnie spożywały otrzymane słodycze. Ludzie odwiedzali się wzajemnie, by wspólnie spędzać czas na kolędowaniu i rozmowach. W tym okresie nikt nie mógł być samotny, a nawet znajomych goszczono w domostwach jak najbliższą rodzinę.

W dzień św. Szczepana po mszy ksiądz święcił ziarenka owsa, które miały symbolizować dobre zbiory, a dodawane do paszy – gwarantować zdrowie zwierząt. Zgromadzeni na chórze często obsypywali uczestników mszy ziarnami. Posypanie owsem miało symbolizować kamieniowanie św. Szczepana.

W okresie przedwojennym do tradycji należała choinka organizowana dla pracowników przez Zofię i Wacława Czerskich, właścicieli Zapałczarni. Podczas niej pracodawcy obdarowywali słodyczami, ubraniami i innymi drobiazgami dzieci osób zatrudnionych w fabryce zapałek.

W Mszczonowie bale sylwestrowe organizowano przede wszystkim w Sokolni – siedzibie Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Była to płatna, elitarna zabawa, przeznaczona jedynie dla członków. Do dziś zachowały się zaproszenia na tę uroczystość. Zabawa rozpoczynała się pokazem tańca, który przygotowywała sokola młodzież. Na sylwestrowym i karnawałowym stole królowały napoje, pączki, ciasta drożdżowe, faworki i inne proste ciastka. Zabawy organizowało także Stowarzyszenie Młodzieży Katolickiej w Domu Ludowym przy kościele. Młodzież oraz ubożsi mieszkańcy zbierali się na potańcówkach w domu, gdzie do zabawy przygrywał patefon.

Ile z tradycji dawnych świąt pozostało do dnia dzisiejszego każdy może ocenić sam. Ile jednak pozostało z tamtej magii wspólnie spędzanego czasu, dzielenia oczekiwania, radości i melancholii? Dziś w domach, zamiast kolęd, ciepłych rozmów i porywającej do tańca muzyki, króluje głos telewizyjnego spikera. Ludzie, których nowe technologie miały zbliżać, znajdują się na różnych kontynentach, nawet jeżeli w rzeczywistości dzieli ich tylko ściana pokoju. Może właśnie dlatego czasem warto zatrzymać się i przypomnieć sobie, jak nasi przodkowie musieli, potrafili, a przede wszystkim chcieli spędzać czas otoczeni rodziną i przyjaciółmi i jak dawne obyczaje upadają wraz ze stopniowym zamarzaniem ludzkich serc. Pozostaje więc mieć nadzieję, że tchnienie dawnych czasów pozostanie w duszach choć niektórych mieszkańców naszej gminy – Tradycjo, trwaj!

 

Oprac.: Dagmara Bednarek

Na podst. materiałów Barbary Gryglewskiej

oraz wywiadów z Genowefą Wojciechowską i Haliną Wacławek

 

« wstecz

Kalendarz historyczny

«listopad 2020»
P W Ś C P S N
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30

Wsparli nas

Odwiedź nas - zapraszamy!

WSTĘP WOLNY

W sprawie zwiedzania prosimy o wcześniejszy kontakt.

 

IZBA PAMIĘCI ZIEMI MSZCZONOWSKIEJ

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

Barbara Gryglewska – tel. 531 997 560

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

IZBA PAMIĘCI RODZINY MAKLAKIEWICZÓW

Magdalena Podsiadły - tel. 605 869 094

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

 

W sprawach pilnych prosimy o kontakt

z Gminnym Centrum Informacji w Mszczonowie

tel: 46 857 30 71

Skontaktuj się z nami

Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

96-320 Mszczonów, ul. Warszawska 23

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

Aleksandra Kacprzak - 667 841 959

Barbara Gryglewska - 531 997 560

Izba Pamięci Rodziny Maklakiewiczów
 
96-320 Mszczonów, ul. Kościuszki 1
 
tel.: 605 869 094
 
mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

Archiwalia Izby Pamięci

Copyright Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.