Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

Odnośniki

Wielkanocne zwyczaje z zakamarków pamięci odkopane

Wielkanoc, to jedne z najpiękniejszych, wiosennych świąt. W czasach przedwojennych cały okres postu zakończony Wielką Niedzielą i lanym poniedziałkiem przesycony był zwyczajami, z których większość została już zapomniana. Spróbujmy odkopać je z zakamarków pamięci.

Okres Wielkiego Postu poprzedzony był, podobnie jak dziś, ostatkami. Tego dnia w domach zbierała się rodzina oraz sąsiedzi, by wspólnie piec pączki i faworki. Następnie wszystkie te słodkości spożywano wśród gwaru rozmów, śpiewów oraz dzwoniących kieliszków. Goście rozchodzili się punktualnie o północy, która zwiastowała środę popielcową, czyli czas umartwień a także oczekiwania na Zmartwychwstanie Jezusa.

Ostatki były również czasem zabawy. Dorośli i dzieci przebierali się a potem odwiedzali sąsiadów czy rodzinę wesoło śpiewając. Poprzedzający post wtorek był też okazją do żartów. W nocy dorośli pilnowali swoich domów, ponieważ młodzież i dzieci zakradały się, by malować ściany smarem lub olejnymi farbami. Na takie ataki szczególnie narażone były budynki, w których mieszkały młode panienki. Urwisy zdejmowały także szyldy ze sklepów, wrzucały przez okno lub drzwi do sieni garnki z popiołem bądź śmierdzącymi resztkami. Najzuchwalsi potrafili nawet przenosić znajdujące się na podwórkach wychodki.

Do ciekawych zwyczajów należało także wysyłanie kartek, które dostarczane były przez pocztę w tym dniu. W sklepach kupowano gotowe pocztówki z uszczypliwymi wierszykami, trafiające potem do ludzi, którzy czymś się nadawcy narazili. „Babo, gdy zaczniesz swój wściekły taniec, trzeba założyć ci kaganiec” – takie słowa kierowane były do szczególnie złośliwych i kłótliwych dziewczyn. Oczywiście, kartki te były anonimowe, a ich wysyłaniem zajmowała się mszczonowska młodzież. Potem przez wiele dni adresat takiego upominku zastanawiał się, od kogo nadeszła taka „laurka”. Często kartki te były bodźcem do przemyślenia swojego postępowania.

W środę popielcową w kościele głowy wiernych posypywano popiołem uzyskanym ze spalenia zeszłorocznych palm. Wielu mieszkańców czciło ten dzień tzw. suszeniem. Polegało ono na całkowitym poście, zakazane było nawet picie wody. Takie umartwianie stosowano także w Wielki Piątek. Cały okres Wielkiego Postu był zresztą czasem wyrzeczeń. Potrawy były mniej obfite, nie spożywano alkoholu. Post obowiązywał nie tylko, tak jak dziś, w piątki, ale także w każdą środę. Zakaz spożywania mięsa był bardzo surowo przestrzegany.

Podobnie jak dziś, w kościele odbywało się piątkowe nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Poza tym ludzie uczęszczali także na śpiewanie Nieszporów, które zwykle rozpoczynano po niedzielnej sumie. W niedzielę poprzedzającą Wielkanoc święcono własnoręcznie przygotowane palmy, które obowiązkowo musiały zawierać bazie – symbol życia i wiosny. Pochodzące z nich kotki dawano do zjedzenia dzieciom, co miało im zapewnić zdrowie, a przede wszystkim uchronić przed chorobami gardła. W dzień świętego Józefa obowiązywało półpoście, dozwolone było organizowanie potańcówek, a w szczególnych wypadkach także branie ślubów.

Triduum Paschalne miało podobny przebieg, jak obecnie, jedynie w Wielki Piątek nie prowadzono Drogi Krzyżowej ulicami miasta. Podczas tych trzech dni święcono wodę, ogień i ciernie, które następnie oplatały domowe obrazy, figurki czy krzyże.

W sobotni poranek w doroczną wędrówkę wyruszał ksiądz, święcący świąteczne potrawy. Poruszał się wozem lub bryczką powożoną przez kościelnego lub mieszkańców. Do wybranych domów sąsiedzi znosili potrawy do poświęcenia – jajka, kiełbasę, chleb, ciasta, pisanki, sól i pieprz – wszystko zależało od zamożności rodziny. Stół dekorowano borówkami i baziami. Ksiądz w podziękowaniu za pobłogosławienie pożywienia otrzymywał pieniądze, a bardzo często zamiast nich po prostu artykuły żywnościowe.

Cały okres przedświąteczny był czasem przygotowań. W każdym domu odbywały się wiosenne porządki – prano, maglowano oraz krochmalono pościel, firanki i świąteczne odzienie. Sprzątano całe domy i budynki gospodarskie a podwórka zamiatano i posypywano żółtym piachem. Tradycją było także coroczne bielenie kuchni, który była zakopcona z powodu palenia węglem. Na wsiach odmalowywano także zewnętrzne ściany budynków, najczęściej na biało lub błękitno. Z okazji świąt dzieci dostawały nowe stroje, którymi potem chwaliły się na podwórku, licytując się, czyje nowe buty czy sukienki są ładniejsze. Dorośli wyciągali z szafy najlepsze ubrania a potem odświeżali je, aby także w ten sposób uczcić rangę świąt.

W Niedzielę Wielkanocną o 6 rano odbywała się msza rezurekcyjna, na którą tłumnie ściągali mieszkańcy wsi i miasta. Bardzo często ludzie mdleli w kościele, ponieważ wielu z nich od sobotniego poświęcenia pokarmów przestrzegała ścisłego postu nie jedząc i nie pijąc. Obowiązkowy był zakaz spożywania mięsa aż do świątecznego śniadania. Podczas procesji wokół kościoła, a także przed i po mszy, chłopcy strzelali z moździerzy. Były to metalowe rurki wypełnione kalichlorkiem - siarką i solą Bertholeta, którą kupowano w aptece. Podczas zderzenia moździerza z ziemią lub kamieniem następowała eksplozja. Popularne były też pęczki, czyli rzucane szmaty, w które także zawijano kalichlorek. Prawdopodobnie od takich właśnie harców rozpoczął się pożar ulic Stodolnej (dziś Dworcowej) i Sienkiewicza.

Na wsiach po mszy bardzo spieszono się do domów, gdyż panował przesąd, że ten gospodarz, który pierwszy dotrze wozem do obejścia, będzie miał zapewnione najlepsze plony a także szczęście dla całej rodziny i gospodarstwa na następny rok.

W niedzielny poranek na stole królowały jajka, pieczona lub wędzona szynka z nogą, biały barszcz, rosół oraz ciasta; głównie drożdżowe baby i serniki oraz kakao, które było w tamtych czasach wyznacznikiem każdych świąt. Nie brakowało także wcześniej wykonanych pisanek. Jajka gotowano w łupinach cebuli, aby nadać im brązowe zabarwienie, a potem delikatnie wyskrobywano wzory. Dzieci często malowały skorupki farbami. W bogatszych domach przyszłe pisanki oblewano roztopionym woskiem, na którym potem tworzono wzory.

Niedzielny wieczór rozpoczynał „chodzenie po dyngusie”. Dorośli pukali do drzwi sąsiadów i, przy akompaniamencie harmonii, śpiewali świąteczne piosenki. W zamian za to dostawali jajka, słodycze bądź byli zapraszani do stołu. Jeżeli gospodarz nie otworzył drzwi i nie przekazał nagrody, muzykanci śpiewali pod jego domem złośliwe piosenki. Zwyczaj ten był szczególnie popularny na wsiach.

W świąteczny poniedziałek tradycją było polewanie się wodą. Sąsiedzi odwiedzali się, by pokropić znajomych, co miało przynieść szczęście i zdrowie. Dzieci biegały po ulicach i polewały się wiadrami wody, co często prowadziło do innego lania dostawanego za karę w domowym zaciszu. Tego dnia najbardziej zagrożone były jednak dziewczyny. Większość z nich w obawie przed kąpielą nie wychodziła z domu, jednak oblanie było powodem do radości – oznaką powodzenia oraz znakiem rychłego ślubu. Podobnie jak dziś czasem poniedziałkowa zabawa przybierała charakter chuligański – młodzi ludzie swoje ofiary wrzucali do stawów lub sadzawek. W zwyczaj śmigusa-dyngusa włączali się także strażacy, którzy szczególnie na wsiach, jeździli i polewali mieszkańców.

Poniedziałek wielkanocny był też często dniem urządzania ślubów i ogólnej gościny. Tego dnia w izbie zbierała się rodzina i sąsiedzi, był to czas wesela i zabawy. Stół nie był może tak obficie zastawiony jak dziś, ale za to zasiadającym przy nim ludziom było do siebie, dosłownie i w przenośni, bliżej. Właśnie tej magii, wynikającej z bliskości, najbardziej żałują dziś mieszkańcy wspominający przedwojenną Wielkanoc…

Dagmara Bednarek

na podst. materiałów Barbary Gryglewskiej

oraz wywiadów z Genowefą Wojciechowską i Haliną Wacławek

« wstecz

Kalendarz historyczny

«listopad 2020»
P W Ś C P S N
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30

Wsparli nas

Odwiedź nas - zapraszamy!

WSTĘP WOLNY

W sprawie zwiedzania prosimy o wcześniejszy kontakt.

 

IZBA PAMIĘCI ZIEMI MSZCZONOWSKIEJ

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

Barbara Gryglewska – tel. 531 997 560

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

IZBA PAMIĘCI RODZINY MAKLAKIEWICZÓW

Magdalena Podsiadły - tel. 605 869 094

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

 

W sprawach pilnych prosimy o kontakt

z Gminnym Centrum Informacji w Mszczonowie

tel: 46 857 30 71

Skontaktuj się z nami

Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

96-320 Mszczonów, ul. Warszawska 23

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

Aleksandra Kacprzak - 667 841 959

Barbara Gryglewska - 531 997 560

Izba Pamięci Rodziny Maklakiewiczów
 
96-320 Mszczonów, ul. Kościuszki 1
 
tel.: 605 869 094
 
mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

Archiwalia Izby Pamięci

Copyright Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.