Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

Odnośniki

Wspomnienia Heleny Sobczak (ur. 26.12.1923R.), dotyczące państwa Eugenii i Henryka Bieleckich, właścicieli majątku w Gnojnie

Jabłka nie dla mnie

Moja matka i ojczym mieszkali w czworakach, jakie stały w pobliżu dworu. Po skończeniu pięciu klas szkoły powszechnej chciałam zacząć zarabiać, aby pomóc finansowo rodzinie. Nie byliśmy zamożni. W domu było nawet biednie. Rodzice zaprowadzili mnie więc do pani Bieleckiej i poprosili, aby pozwoliła mi zrywać jabłka. Byłam niewysoką i bardzo szczupłą dziewczyną. Dziedziczka zmierzyła mnie wzrokiem i stwierdziła, że takiej mizeroty jak ja szkoda do ciężkiej pracy przy jabłkach oraz przy innych pracach w ogrodzie i polu. Chwilę milczała, a gdy już traciłam nadzieję na to, że dane mi będzie zarobić parę groszy, odrzekła, że będę mogła pracować, ale jako jej pokojówka. To było naprawdę duże wyróżnienie. Oczywiście wiele się musiałam nauczyć, aby należycie wypełniać swoje obowiązki. W dworku nauczono mnie właściwego zachowania. Ta nauka przychodziła mi o tyle łatwo, że pani Eugenia była bardzo dobrą nauczycielką, a przy tym szalenie ciepłą i życzliwą osobą.


Niezwykli ludzie

Majątek w Gnojnie był prezentem ślubnym, jaki państwo Bieleccy otrzymali od matki pani Eugenii, pani Spitzbarthowej. „Starsza Pani” jak ją nazywaliśmy zamieszkała też później w Gnojnie. Pamiętam dzień jej przyjazdu. Zajechała do dworu powozem. Jeden raz w życiu widziałam tak wystawny pojazd. Wszyscy w okolicy używali zwykłych bryczek lub wolantów, ale nie można ich nawet porównywać do powozu Starszej Pani.
Państwo Bieleccy byli szczególnymi ludźmi. On był intelektualistą, inspektorem oświaty. Całe wieczory spędzał w swoim gabinecie na pisaniu i czytaniu. Jego zasobna biblioteka robiła niesamowite wrażenie. Był oczytany, niezwykle szarmancki i zawsze elegancki. Pani Eugenia, posiadała niezwykły zmysł organizacyjny. Zarządzała całym majątkiem. Nie przywiązywała przesadnego znaczenia do wyglądu zewnętrznego. Oboje czuli potrzebę niesienia prostym ludziom kaganka oświaty. Postawili w Gnojnie przestronną szkołę, w której kształciły się dzieci ze wszystkich okolicznych wsi. Fundowali zdolnym uczniom stypendia Uczyli miejscowych chłopów jak gospodarzyć. Postawili przy majątku bardzo nowoczesną mleczarnię, w której wytwarzane były smaczne sery. Pani Eugenia – mimo tego, że nie była lekarzem - niosła pomoc medyczną wszystkim potrzebującym. Gdy sama nie dawała rady woziła chorych do najbliższego gabinetu lekarskiego lub szpitala. Fundowała też biednym lekarstwa. Pomimo posiadanego majątku i olbrzymiej wiedzy państwo Bieleccy nie wywyższali się nad swoich poddanych. Hrabia nigdy nie czekał na to, aż ktoś mu się pierwszy ukłoni. Sztuką był go w przywitaniu wyprzedzić. Kiedyś hrabia podczas przechadzki po polach spotkał fornala drzemiącego w kucki na zaoranym polu. Chłop skończył właśnie pracę i ze zmęczenia przysiadł na chwilę. Gdy zorientował się, że hrabia zbliża się do niego zerwał się na równe nogi. Ten jednak z uśmiechem poklepał go po ramieniu i dodał, że nie musi się denerwować, bo ciężko się napracował i ma prawo do zasłużonego odpoczynku. – Śpij dalej, skoro czujesz zmęczenie – usłyszał od dziedzica. To nie był odosobniony przypadek. Państwo Bieleccy szanowali pracę innych i nigdy nie uwłaczali ludzkiej godności. Byli znani z uprzejmości i gotowości do niesienia bezinteresownej pomocy. W okresie nacjonalizacji zdecydowana większość okolicznej ludność nie chciała dopuścić do tego, aby utracili majątek. Niestety nikt tych głosów nie słuchał. Obszarnicy musieli zniknąć z Polski Ludowej raz na zawsze. Państwu Bieleckim pozostawiono jedną izbę w ich dworku. „Nowy porządek” przyniósł tym dobrym ludziom wiele upokorzeń i straszliwą biedę. Pani Bielecka zarabiała na życie jako nauczycielka, w szkole którą przed wojną postawiła z własnych pieniędzy. Pomimo wszystko ta praca nie była dla niej przykra, bo kochała dzieci, a pedagogiem była z powołania. Wystarczy wspomnieć, że uczyła nas przed wojną, a także w trakcie okupacji, kiedy to za nauczanie okupant karał śmiercią. Kiedyś ciężko zachorowała. Miała postawione bańki, ale nie poleżała wystarczająco długo. Chciała szybko do szkoły, bo dzieci czekały. Choroba wróciła ze zdwojoną mocą. Dostała obustronnego zapalenia płuc. Gdy była zabierana do szpitala w Grodzisku Mazowieckim nie miała już siły sama się odziać. Poprosiła mnie, abym jej pomogła. Nie chciała od nikogo innego pomocy-tylko ode mnie.

« wstecz

Kalendarz historyczny

«listopad 2020»
P W Ś C P S N
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30

Wsparli nas

Odwiedź nas - zapraszamy!

WSTĘP WOLNY

W sprawie zwiedzania prosimy o wcześniejszy kontakt.

 

IZBA PAMIĘCI ZIEMI MSZCZONOWSKIEJ

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

Barbara Gryglewska – tel. 531 997 560

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

IZBA PAMIĘCI RODZINY MAKLAKIEWICZÓW

Magdalena Podsiadły - tel. 605 869 094

Aleksandra Kacprzak - tel. 667 841 959

mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

 

W sprawach pilnych prosimy o kontakt

z Gminnym Centrum Informacji w Mszczonowie

tel: 46 857 30 71

Skontaktuj się z nami

Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej

96-320 Mszczonów, ul. Warszawska 23

mail: ipzm@izba.mszczonow.pl

Aleksandra Kacprzak - 667 841 959

Barbara Gryglewska - 531 997 560

Izba Pamięci Rodziny Maklakiewiczów
 
96-320 Mszczonów, ul. Kościuszki 1
 
tel.: 605 869 094
 
mail: izba.maklakiewicz@gci.mszczonow.pl

Archiwalia Izby Pamięci

Copyright Izba Pamięci Ziemi Mszczonowskiej 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.